Czy wypowiadając sakramentalne "tak", faktycznie zdajemy sobie sprawę, czego częścią stajemy się zarazem? Oczywistym jest fakt, że tworzymy rodzinę, wspólną część dwóch – jak dotąd - światów. Nagle istniejemy jako żona, jako mąż, a właściwie jako żona i mąż. Od teraz mamy siebie i dla siebie jesteśmy "w zdrowiu i chorobie(…) dopóki śmierć nas nie rozłączy."
I z „grubsza” tak rzeczywiście jest. Natomiast to, w co się „pakujemy” - „dopóki śmierć nas nie rozłączy”, niesie ze sobą znacznie więcej.
Już z wczesnej nauki religii, wiemy, że małżeństwo jest jednym z siedmiu sakramentów. Oznacza to, że jest to rodzaj aktu, niosący pewne znamiona świętości, a więc sprawa jest poważna… Zwłaszcza, że to także moment w swej wadze porównywany do konsekracji. Zatem najwłaściwszym domem dla małżeństwa, z punktu widzenia wiary chrześcijańskiej, jest eucharystia.
- Małżeństwo, to fundament do zbudowania chrześcijaństwa i zarazem zaproszenie do miłości Chrystusa – mówi Ks. Michał Kozak – Jezuita. A taka miłość bywa przeważnie zmaganiem, które poprowadzone we właściwy sposób, zwiastuje prawdziwą, trwałą miłość. Bo miłość to przecież nie tylko ciążenie serca ku danej osobie. Miłość właściwie pojęta, w wymiarze duchowym, to przede wszystkim poświęcenie i wspólne wzrastanie. Miłość to trud, wzbogacający i wzmacniający relację dwojga ludzi, decydujących się na przemierzanie życia razem. Nie mamy nigdy pewności, gdzie nas to poprowadzi. Zostaje zaufanie i decyzja. A doskonale wiemy, że nastanie moment próby. Próby uczuć czy charakteru. Jesteśmy jednostkami o wrodzonej zdolności do wzajemnego ranienia się, więc wyzwanie jest o tyle większe. Wymaga to od nas dobrego rozeznania w swojej sytuacji. Może lepiej jest się zranić i rozstać, niż tkwić w źle pojętym uczuciu. To już nie rani, a zabija.
Bardzo często, o wiele powierzchowniej traktujemy wejście w dany sakrament, niż wymaga tego nasza lojalność wobec własnych przekonań. Bierzemy ślub kościelny dla tradycji, niejednokrotnie dla białej sukni. A wiec zwycięża otoczka i forma. Gdybyśmy jednak w pełni świadomości wiedzieli, o co walczymy i jaka jest cena, może nawet nie wydobywalibyśmy swojego oręża?
Małżeństwo może być porównywalne z "przewrotem kopernikańskim", bo jego faktyczna ideologia jest przewrotna w stosunku do tego co nam się wydaje. To moment, w którym kończy się jednostkowość, a zaczyna odpowiedzialność za drugiego człowieka. Skok do dojrzałości.
[Katarzyna Kreczmer]
|
|
| dalej » |
|---|